Wpływ grupy - esej

Wpadł mi kiedyś w ręce tekst Tadeusza Pilcha pt.: „Grupa rówieśnicza jako środowisko wychowawcze” i już jego intrygujący tytuł kazał zastanowić się nad tym tematem. A ponieważ zbiegło się to z tragicznym wydarzeniem w gimnazjum w Gdańsku, które sprowokowało ogólnopolską dyskusję i działania w celu zapobiegania negatywnym zachowaniom grup młodzieży, postanowiłam przyjrzeć się bliżej powyższemu zagadnieniu. Utwierdził mnie w tym zamiarze fakt, iż ja oraz osoby, z którymi często spotykam się zawodowo lub prywatnie, wychowujemy nastoletnie dzieci.


Co to jest grupa rówieśnicza? Autor tekstu przywołuje genezę pojęcia grupy, następnie sugeruje istnienie niejasności pojęciowych w kontekście grupy rówieśniczej i tym samym już na samym początku daje sporo do myślenia. Grupa rówieśnicza stanowi naturalną formę życia dzieci i młodzieży, wyraża ich dążenia do działania i samodzielności. Co ważne, powstaje w rezultacie spontanicznej aktywności zabawowej oraz samodzielnego rozwijania dążeń i celów. Zapamiętajmy, na użytek dalszych rozważań:
naturalna forma, samodzielność, spontaniczna aktywność. Uważam, że pojęcie „rówieśnik” nie jest zarezerwowane tylko dla dzieci i młodzieży, choć istotnie w tym wieku kształtują się nasze przyszłe postawy życiowe, zachowania społeczne bądź aspołeczne.
Ale przecież, mając 30 i więcej lat także spotykamy się z grupą ludzi o podobnym spojrzeniu na świat, czy to z naturalnej potrzeby czy to w związku z jakąś działalnością celową: charytatywną, w związku z pracą radnego lub członka Gminnej Komisji Profilaktyki i Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Czy nie jesteśmy wtedy także grupą rówieśniczą, która jest samodzielna, aktywna, spontaniczna? Czy jednak ta nasza grupa pełni rolę wychowawczą dla nas, już dorosłych i ukształtowanych? Rolę wychowawczą grup analizuje się od wielu lat. Ciekawie postrzegał ją jeszcze przed II wojną światową F. Znaniecki, twierdząc, iż grupy rówieśnicze
pełnią dwie funkcje: pierwszą, w której młodzież wyraża to czego się nauczyła, żyjąc w otoczeniu dorosłych i drugą, polegającą na samodzielnym rozwijaniu dążeń i realizowaniu celów, których nie może przejawiać w innych formach aktywności przed osiągnięciem dojrzałości społecznej i uznania jej pełnoprawnego uczestnictwa w życiu dorosłych. Zważywszy jednak na to, że zastanawiamy się nad tym, czy i jak grupa rówieśnicza może wychowywać i czy zgodnie z tezą Pilcha jest środowiskiem wychowawczym, odniosę się do stwierdzenia, iż: „Rówieśnictwo oznacza wprawdzie pewną względną równość wieku, ale konotacja tego pojęcia zawiera znacznie więcej charakterystycznych treści nazwy grupy rówieśniczej (…). Jest to więc organizm społeczny wyróżniony spośród innych, nie ze względu na cechę demograficzną – wieku, lecz ze względu na typ więzi, bliskie nacechowane
wzajemną aprobatą uczestnictwo. Jest to więc najczęściej grupa pierwotna, aczkolwiek mogą i występują bogate formy instytucjonalne grup rówieśniczych np. organizacje młodzieżowe, które mają charakter grup wtórnych, celowych”. Pamiętając o tym, iż wpływ grup rówieśniczych na rozwój i wychowanie dzieci i młodzieży jest bardzo duży, zaś wychowawcze oddziaływanie grup
rówieśniczych może być różne, pozytywne lub negatywne oraz zakładając współczesne istnienie najrozmaitszych grup celowych wśród organizacji młodzieżowych: kościelnych, sportowych, profilaktycznych, kół zainteresowań, klubów itp. warto się zastanowić, które z nich i czy w ogóle mogą wychowywać? Jeśli przyjmiemy klasyfikację zbiorowości ludzkich na wspólnoty – które oznaczają właśnie grupy pierwotne, powstałe w wyniku istoty ludzkich potrzeb oraz na stowarzyszenia – nazywane grupami intencjonalnymi, celowymi organizowanymi przez człowieka dla realizacji konkretnych zadań, które oznaczają, dojdziemy do sedna sprawy i próby odpowiedzi na pytanie, jak bardzo ważna jest grupa rówieśnicza. Pierwszy rodzaj grup to rodzina, społeczność lokalna i grupa rówieśnicza, zrodzone z bezrefleksyjnej natury człowieka i towarzyszące mu od samych narodzin gatunku. Pisząc te słowa,
autor wyjaśnia moje wątpliwości, co do określenia „pierwotna”. Pojęcie to podane w kontekście grupy i dywagacji na temat wychowania kierowało natrętnie moje myśli ku wspólnocie pierwotnej, dlatego trudno było mi zgodzić się z twierdzeniem, że taka
wspólnota mogła czy nadal może mieć znaczenie wychowawcze.
Myśląc więc zgodnie z definicją o grupie pierwotnej jako grupie rówieśniczej, przywołuję wrażenia z dzieciństwa po przeczytaniu lektury „Chłopcy z Placu Broni” Ferenca Molnara z 1906 r. i obejrzeniu filmu. Tytułowi bohaterowie to typowa grupa rówieśnicza, ale wciąż żywe wrażenie sprzed 20 lat dyktuje, że grupa to organizm zły w swej istocie, powodujący świadomie bądź nie, śmierć dziecka.
Pragnę nadmienić, że przywołuję jeszcze często drugie wrażenie z literatury na temat negatywnego wpływu grupy. Powstało ono już w zupełnie odmiennym, bo ukształtowanym po prostu w wieku dorosłym systemie oceniania. Chodzi tu o „Władcę much” Williama Goldinga, w której starsi nieco chłopcy na bezludnej wyspie stają się pierwotnym plemieniem, hołdującym obrzędom i mordom rytualnym prymitywnej religii. Gdyby uznać, że grupa rówieśnicza Nemeczka była właśnie przykładem grupy pierwotnej powstałej
wśród dzieci, które nie mogły znaleźć oparcia w rodzinie i w sposób naturalny dążyły do stworzenia w sobie poczucia wzajemnej akceptacji, odrębności wobec otoczenia, wreszcie zbudowania układu hierarchii: przywództwa, panowania, dochodzimy do odpowiedzi na pytanie, czym rzeczywiście jest grupa rówieśnicza, dlaczego nazywa się pierwotna i jak istotne jest jej znaczenie wychowawcze. Sądzę, że słowo „wychowawcze” nie odnosi się w rozumieniu autora przywoływanego tekstu do wychowującego
od razu pozytywnie. Pilch wyjaśnia, że grupa rówieśnicza zaspokaja niezwykle ważną u dziecka potrzebę przynależności i akceptacji. Jeśli dziecko nie doznaje poczucia akceptacji i przynależności we własnej rodzinie gwałtownie szuka go na zewnątrz, płacąc za nie konformizmem i uległością, a jeśli trafi na grupę o nastawieniach aspołecznych, konformizm i uległość wobec niej mogą owocować zachowaniem destrukcyjnym, aspołecznym. Uważam, że prawdopodobnie ktoś z socjologów, pedagogów paręset lat temu uświadomił sobie ten fakt i poczuł potrzebę tworzenia innych grup, które by wychowywały naprawdę – w myśl ideologii dobranych przez siebie. Już przecież Pestalozzi (1746 – 1827) głosił środowiskowe i społeczne uwarunkowania procesu wychowawczego, a Robert Owen (1771 – 1858) stworzył przedsięwzięcie „Nowa Instytucja”, w którym udowadniał, że warunki życia jednostki można i należy świadomie kształtować. Gdyby więc przyjąć, że rozwój społeczeństwa pozostał na etapie grupy pierwotnej i nikt nie wpadł na pomysł tworzenia grup celowych – żylibyśmy dzisiaj albo nadal w sensie społecznym na poziomie jaskiniowców,
albo świat składałby się z samych gangów i band. Dlaczego tak sądzę? Bo tak samo jak naturalne jest dążenie dziecka do łączenia się w grupy, tak samo naturalna jest predylekcja do zła. Stało się na szczęście inaczej, oprócz grup pierwotnych „dobrych”  i „złych” były, są i będą grupy celowe. Przykładem niech posłużą stowarzyszenia młodzieżowe, harcerstwo, grupy skupione wokół kościoła, organizacje podziemne, studenckie w latach 70-tych i 80-tych. Więzi istniejące w tego rodzaju grupach, zależne od ideologii ich twórców wpływają na ich rolę wychowawczą. Skoro więc członkowie grupy celowej pochodzą z rekrutacji formalnej, a dominujące
są więzi rzeczowe i stosunki organizacyjne,uważam, że w sytuacji pokojowej, braku zagrożenia lub potrzeby walki, więzi te mogą być słabsze i grupy tego rodzaju mają mniejsze szanse się utrzymać. Wg Pilcha takie organizacje jak ZMP, czy Służba Polsce
w wymiarze indywidualnym poniosły porażkę wychowawczą, a winę ponoszą kierownictwo polityczne państwa i naznaczone przez to kierownictwo gremia kierownicze związków młodzieży. Wyobraźmy sobie Drogi Czytelniku, że związki te i inne nie zostały pozbawione samodzielności, nie narzucono im systemu wartości. Nie istniała więc potrzeba krycia własnych poglądów za maską cynizmu.
Przy założeniu, że związki te przetrwały do dziś, mogą stanowić wielką przyszłość i wsparcie dla nas, dorosłych. Wracając jednak do zadanych na początku pytań, czy grupa może być środowiskiem wychowawczym, zadajmy sobie pytanie kolejne, która grupa wychowa lepiej, czy ta pierwotna, czy celowa (z założenia idealna, nie niosąca rozczarowania, a rodząca prawdziwe więzi, ucząca ). Ale jest to już problem dla etyków, psychologów i warstw rządzących.

Ewa Niemczyk