A może kompromis?

Jako dyrektor przedszkola, a jednocześnie wieloletni pracownik Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, pilnie śledzę losy rodzącej się w bólach reformy systemu oświaty. Chodzi oczywiście o objęcie obowiązkiem szkolnym sześcioletnich dzieci. Protestują
rodzice, protestują specjaliści – psychologowie, pedagodzy, pracownicy wyższych uczelni pedagogicznych, a Ministerstwo, jak usłyszeliśmy w TV, „jest bardzo zdeterminowane we wprowadzeniu reformy” – mimo wszystko. Zmodyfikowano jedynie wiek obowiązkowej nauki w okresie przejściowym – do I-szych klas pójdzie nie połowa sześciolatków, a dzieci urodzone od stycznia do kwietnia. Czy to jednak wiele zmieni?
Wszyscy wiemy, że to absolutnie nie wiek dziecka decyduje o jego dojrzałości do podjęcia nauki w szkole. I że jest to kwestia jego dojrzałości fizycznej, psychicznej i społeczno-emocjonalnej. Wiedzą to równie dobrze autorzy i propagatorzy reformy, proponując objecie wszystkich dzieci na wiosnę badaniami dojrzałości szkolnej i dając ich rodzicom prawo do odroczenia obowiązku szkolnego. Wstępnej diagnozy dokonywać będą nauczyciele w przedszkolach, ale ostateczną opinię wydadzą Poradnie Psychologiczno- Pedagogiczne. Jako pracownik takiej poradni mam poważne wątpliwości, czy psychologowie będą w stanie sprostać temu zadaniu. Prawdopodobnie poradnie zapełnią się oczekującymi w długich kolejkach maluchami z diagnozą
„niedojrzałości szkolnej”. Rodzice przeżyją stres związany z podjęciem decyzji o odroczeniu obowiązku szkolnego, a dziecko już od początku okresu nauki zostanie naznaczone mianem ucznia „z deficytami”. A ono po prostu rozwija się zgodnie z własnym rytmem i tempem i nie może dojrzeć do nauki wcześniej tylko dlatego, że się tego od niego oczekuje.
Jest i druga strona medalu. Część sześciolatków jest faktycznie gotowa do podjęcia obowiązku szkolnego. W moim przedszkolu rokrocznie jest dziecko, które, na wyraźną prośbę rodziców i za zgodą psychologa, posyłamy rok wcześniej do szkoły. Sama
badam nasze sześciolatki już na początku „zerówki” i wiem, że część z nich mogłaby podołać obowiązkowi szkolnemu, oczywiście w sprzyjających i bezpiecznych dla nich warunkach. Jak więc mógłby wyglądać kompromis między zwolennikami reformy a rodzicami dziecka, którzy powinni mieć prawo do decydowania o jego losie? Proponuję odwrócić sytuację: zamiast dawać im prawo do odraczania, dajmy im prawo do przyspieszania obowiązku szkolnego, przynajmniej w okresie przejściowym. Dopóki szkoły nie będą faktycznie przygotowane na przyjęcie sześciolatków, co jest procesem trwającym lata, proponuję: Wysyłajmy do szkół obligatoryjnie 7-latki. Dajmy możliwość pójścia do szkoły również dzieciom 6-letnim dojrzałym ponad swój wiek, zdolnym, które w ten sposób będą wyróżnione i którym zostanie stworzona szansa dalszego stymulowania rozwoju, wskazana akurat w ich przypadku. Dla ich
rodziców będzie to przywilej, a nie przymus posyłania dziecka do szkoły. Dzieci takie powinny być wybierane przez nauczycieli przedszkoli i na wniosek rodziców mieć przyspieszony obowiązek szkolny. Jednakże i w ich przypadku konieczne będzie psychologiczne badanie dojrzałości społeczno-emocjonalnej.
Dzieci 6-letnie charakteryzujące się przeciętnym rozwojem, których rodzice chcą, aby poszły do szkoły, powinny być poddane badaniom dojrzałości szkolnej i o przyspieszeniu obowiązku szkolnego zdecydują wspólnie rodzice z psychologiem. Jeśli
będą przeciwwskazania, to dzieci te po prostu pozostaną w swoich grupach przedszkolnych, a nie będą odroczone…
Ten drugi termin zarezerwujmy dla dzieci z poważnymi deficytami, których dzisiaj jest sporo nie tylko wśród 6-ścio, ale i 7-latków. Unikniemy w ten sposób stygmatyzacji dzieci nieco wolniej się rozwijających i damy im faktyczną szansę na przygotowanie się
do obowiązków szkolnych. Zapobiegniemy w ten sposób bardzo prawdopodobnemu niebezpieczeństwu przeżycia porażki szkolnej, lęków przed szkołą, powtórzeniu klasy. Jednocześnie nie zaprzepaszczona zostanie idea dania zdolnym dzieciom szansy
na nowe wyzwania na miarę ich możliwości. To one głównie będą, bez większych problemów i z sukcesami, realizować obowiązek szkolny i to one wejdą wcześniej, doskonale przygotowane, na rynek pracy, bo przecież takie było założenie i cel reformy.
W Poradni nr 4, w której pracuję, powołaliśmy Zespół ds. Dziecka Zdolnego. Jego zadaniem będzie identyfikowanie inteligentnych, zdolnych dzieci i wspieranie ich rozwoju, aby maksymalnie wykorzystały swój potencjał. Dzieci sześcioletnie są w centrum
naszego zainteresowania, ale nie możemy zapomnieć o potrzebach innych dzieci, które wymagają tylko trochę więcej czasu, aby podjąć trud szkolny. Pozwólmy dzieciom faktycznie dorosnąć do szkoły... a nie tylko do reformy!

Mirosława Nowak